5 gorrrących myśli o blogowaniu

SOCIAL MEDIA

Użyłem narzędzia robiącego mapy ciepła, czyli pokazującego gorące miejsca, w które najwięcej klikają użytkownicy, a także rejestrującego ich ruchy. Wnioski? Zamurowało mnie, zszokowało i zainspirowało do natychmiastowego wpisu!

Wiedziałem o istnieniu takich narzędzi, ale uznawałem, że u mnie nie mają sensu. Pod namowami Iwony (Redaktor Naczelnej bloga) spróbowałem od niechcenia jednego z nich: Hotjara.

 

[idea] To nie jest wpis reklamowy, sponsorowany, nic z niego nie mam i jak masz wątpliwości, to trzymaj się od Hotjara z daleka. :) [/idea]

 

Hotjar pozwala zobaczyć pełne nagranie z obsługi strony przez użytkownika w postaci filmiku. Widać ruch kursora, kliknięcia i różne zdarzenia. Obraz jest rejestrowany 1:1, więc mogłem dzięki temu spędzić czas jakby równolegle z użytkownikiem. To, co widziałem wyglądało mniej więcej tak:

Zarejestrowane ruchy kursora

Zobaczyłem kilka nagrań, a jedno szczególnie mnie zainteresowało. Użytkownik oznaczony był jako ccecb2bf i dzięki jego 17-minutowej przygodzie na blogu wyciągnąłem 5 ważnych wniosków.

1. WOW! Ktoś PRZECZYTAŁ, a nie tylko otworzył stronę!
Dzięki Hotjarowi zobaczyłem, że on nie tylko wszedł, ale faktycznie scrollował stronę i zatrzymywał się, a wiec przeczytał! On faktycznie przeczytał mój wpis! Po zjechaniu na sam dół, pokazały się wpisy sugerowane. Znalazł tam kolejny i tez go przeczytał w całości! Wow! Moje wysiłki nie poszły na marne, artykuły pracują! Nic mnie nigdy bardziej nie zmotywowało do pisania niż to.

Zrozumiałem, że warto blogować, bo liczy się, jakość, a nie ilość. Mam mało wejść, ale to są wejścia prawdziwych CZYTELNIKÓW.

2. Ups, coś nie zadziałało…
Użytkownik ccecb2bf był na stronie głównej i chciał przejść do pełnej treści wpisu poprzez link na końcu zajawki – (…). Niestety, razem z nim widziałem zdumiony, jak przeładowała mu się strona główna. Od razu poczułem gul w gardle:

„To na pewno coś po jego stronie! Źle sobie ustawił i mu nie działa i pomyśli, że to moja wina!”

Sprawdziłem jednak i okazało się, że nie ustawiłem linka. Widniało pod nim przykre:

<a href=””>

bo zostawiłem puste cudzysłowy z miejscem do skopiowania do nich adresu. Co zrobił ccecb2bf? Przeładował stronę i spróbował jeszcze raz tego samego. Krzyczałem w myślach:

„Kliknij na tytuł! Tam też jest link i on na pewno zadziała!”

Użytkownik przeładował po raz kolejny i już bałem się, że jeszcze raz zrobi to samo i wyjdzie. Na szczęście tak nie było, poradził sobie, bo jakby słysząc moje myśli, kliknął na tytuł i za trzecim razem trafił wreszcie do wybranego wpisu.

Przeraziłem się: błąd był po mojej stronie… Czułem się fatalnie, bo zawiodłem kogoś. Zawiodłem mojego Czytelnika, tego prawdziwego, tego, który czytał CAŁE wpisy.

„O nie, to mój fan, mój najukochańszy czytelnik, a ja mam tu taki fakap linka!”

Zrozumiałem, że trzeba testować linki i często robić przeglądy strony.

 

3. Jak śmiał się nie zainteresować?
Po przejrzeniu kilku interesujących go wpisów, kursor najechał jeszcze na nagłówek lub dwa… I pojechał dalej, opuszczając moją stronę. Pomyślałem:

„Hej, wracaj tu, są jeszcze inne rzeczy! To MOJE TEKSTY! Jak mogą Cię nie interesować? Czy Ty masz pojęcie ile nad nimi siedziałem?! Wiesz, ile to kosztowało wyrzeczeń?!”

Zrozumiałem, że wybiórcze czytanie jest OK i jest to konsekwencja szerokiego audytorium: coś kogoś zainteresuje, a coś nie.
Przypomniałem sobie także wskazówki: nie broń produktu, nie przywiązuj się do niego. Coś nie interesuje czytelnika, to nie interesuje. Kropka.
4. Słaby blog, bo nie ma co robić…
Po przeczytaniu kilku polecanych wpisów okazało się, że… nie ma już nic do roboty. W polecanych brakuje kolejnych tekstów, a te, które tam są jegomość ccecb2bf już widział. Krzyczałem w myślach:

„A zobacz tamten o nauce! Może posłuchasz podcastu? Hej, pisałem jeszcze recenzje książek!!!”

Niestety nie słyszał. Wyszedł. :(

Zrozumiałem jak ważne są wewnętrzne linkowania i wtyczki polecające. Użytkownikowi trzeba pomóc odnaleźć ciekawe treści. Usunięcie z menu sekcji „Kategorie” to też był fatalny błąd.

5. GoogleAnalytics to skala makro, ale…
jest też skala mikro. Mały kosmos pojedynczego czytelnika, którego nie obchodzą wielocyfrowe dane z GA. Jego interesuje czy ma co czytać, czy ładuje mu się strona i czy tekst mu się przydaje. Gonienie za masą to jedna strategia.

Ale zrozumiałem, że nie jedyna. Jest jeszcze druga: liczy się jakość. I na nią stawiam.

 

Dziękuję, że ze mną jesteście, Czytelnicy.

 

Post czytano: 207 razy, a dzisiaj 1. By zwiększyć tę liczbę, udostępnij go proszę.
SOCIAL MEDIA

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Nikol pisze:

    Bardzo ciekawe narzędzie. Ja póki co korzystam z GA, strona jest świeża i nie potrzebuje chyba jeszcze takich działań, ale nazwę zapisuje i przetestuje jak ruch się zwiększy :)

  2. slawulko pisze:

    Jesteśmy, jesteśmy Arku. Przy poprzednim wpisie chyba przechrzciłem Cię na Mariusza – przepraszam.
    Dla mnie Twój cykl podcastów był bramą do nowego spojrzenia na życie, prace, moich pracowników. Odzyskałem dużo czasu, energii.
    Blog mam zapisany w zakładce.
    Dziękuję Arku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seven − 6 =

Przeczytaj poprzedni wpis:
Nowy cykl YouTube: przemawianie

Od kilku lat zdobywam i dzielę się wiedzą, ale brak jednego kierunku powodował, że wszędzie było za mało i za...

Zamknij